niedziela, 3 lutego 2013
rozdział 3
Każdy z nas codziennie sprawia wrażenie silnej osoby. To chyba nasza wrodzona cecha...Każdy z nas lubi udawać,że nic nie jest w stanie go złamać. Staramy się być silnymi w każdej sytuacji nie zważając na jej wagę. Udajemy.....Czy to na prawdę konieczne? Czy nie łatwiej po prostu być sobą? Czy nie lepiej czasem wypowiedzieć tych kilka słów,które cały czas zatrzymujemy w sobie? Czy nie lepiej po prostu być szczerym? Sądzimy,iż prawda jest najistotniejsza,ale nikt nie dostrzega tego,że sami często posługujemy się kłamstwem. Niedługo opowiem wszystko Cescowi i skończę z tajemnicami,które po prostu mnie niszczą. Najwyższy czas,aby przestać udawać i wkońcu być prawdziwym sobą. Jestem na to gotowa,nie chcę dalej brnąć w to kłamstwo.
Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie na prawdę niezbyt dobrze. Od zawsze byłam bardzo niezdarna i po prostu miałam niesamowitego pecha. Chcąc powiesić firanki spadłam z drabiny. Poczułam ogromny ból w nodze. Wiedziałam,że nie poradzę sobie sama i muszę udać się do szpitala w celu założenia gipsu. Musiałam poprosić kogoś,aby pojechał ze mną do lekarza. Zadzwoniłam do Shakiry ,która oczywiście nie odbierała telefonu. Kolejny na mojej liście był Gerard,który również nie odpowiadał. Ku mojemu zaskoczeniu miałam tylko 3 numery znajomych z Barcelony.Trzecią osobą był Cesc.Musiałam zadzwonić,to było jedyne wyjście z tej sytuacji. Po kilku sygnałach usłyszałam w słuchawce lekko zaspany głos.
-Cześć Mer.-powiedział Cesc
-Mam prośbę,pierwszą i ostatnią. Czy mógłbyś zabrać mnie do szpitala?-spytałam
-Poczekaj ,będę za 5 minut.-odparł i następnie rozłączył się.
Po chwili w drzwiach mojego mieszkania pojawił się lekko zdyszany Cesc.
-Meredith wiesz jak mnie przestraszyłaś?Zdajesz sobie sprawę z tego jak się o Ciebie bałem? - Fabregas usiadł obok mnie
-Cesc to Ty od razu się rozłączyłeś. Nawet nie zdążyłam powiedzieć Ci co się stało a ty już odłożyłeś słuchawkę.-wzruszyłam ramionami
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. Pamiętaj Mer.-powiedział zdezorientowany pomocnik
- Cesc nie chcialam Cię przestraszyć, na prawdę. Mógłbyś zawieźć mnie do lekarza ,bo chyba zrobilam sobie coś w nogę. Dzwoniłam do Shak i Gerarda ,ale nie odbierali. Nie miałam do kogo zadzwonić.-spojrzalam ku niemu .
-Zawsze jestem wyjściem awaryjnym.- w tej chwili piłkarz posmutniał
- Kiedyś byłeś pierwszą osobą do jakiej zadzwoniłabym w jakiejkolwiek sytuacji,ale wszystko się zmienia. -odparłam.
Fabregas wzial mnie na rece i skierowalismy sie w strone jego samochodu. Po chwili siedzialam juz na miejscu pasazera.
- Meredith dlaczego nie chcesz abyśmy spróbowali jeszcze raz? Sama wiesz,że nie wszystko jest jeszcze stracone. Każdy dzień jest dla mnie walką o ponowne zdobycie twojego zaufania. Proszę ,daj mi szansę. Po raz ostatni. -Fabregas oderwal wzrok od kierownicy i spojrzał ku mnie .
- Może po prostu do siebie nie pasujemy,nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Nie potrafię zaufać ci po raz drugi,nie po tym wszystkim. Kiedyś mówiłam ci, że trzeba walczyć ,myliłam się. Są rzeczy o które po prostu już nie można walczyć i to co było między nami jest taką właśnie rzeczą.-powiedziałam.
W szpitalu spędzilismy jakieś 4 godziny.Oczywiście jak wcześniej przeczuwałam wyszłam z gabinetu z gipsem. Następnie udaliśmy się do mojego domu. Fabregas po raz kolejny wział mnie na ręce i postawił dopiero przed samymi drzwiami.
- Dziekuję. -obdarzylam piłkarza delikatnym uśmiechem
-Nie ma za co . W zamian za to,że Cię zawiozłem moglibyśmy szczerze porozmawiać? Wczoraj słyszałem jak Isabel mówiła Gerardowi ,że Meredith nie chce,aby Cesc się o tym dowiedział. Mogłabyś mi to wytłumaczyć ?-spytał unosząc delikatnie brwi
- Jestem zmęczona,porozmawiamy kiedy indziej . -odparłam lekko zdenerwowana
-Ile razy masz jeszcze zamiar uciekać? Ciągle mówisz o szczerości,a sama ukrywasz dużo rzeczy. -Fabregas uniosł delikatnie głos.
-Z pewnoscią moje tajemnice nie mogą nawet w połowie dorównać twoim kłamstwom. Wieczorem sypiasz z byle kim ,a w ciągu dnia chcesz odbudować to co było miedzy nami 2 lata temu. Nie uważasz tego za trochę dziwne ? Nigdy nie będę z tobą,nie po tym co przez ciebie przeszłam.-odparłam powstrzymując łzy, które coraz bardziej cisnęły się do moich oczu. . .
-Myślisz,że jest mi łatwo codziennie patrzeć jak moi koledzy z drużyny próbują się do Ciebie zbliżyć? Codziennie uświadamiam sobie jak bardzo Cię kocham,a Ty ciągle mnie odpychasz.Nawet nie wiesz jak bardzo żałuję tego, że cię skrzywdziłem. -Fabregas wyszedł trzaskając przy tym drzwiami. .
Ta rozmowa sprawila,ze płakałam przez całą noc. Nie potrafię zrozumieć dlaczego cały czas stoję w miejscu. Nie potrafię zrozumieć tego ,że w dalszym ciągu coś ciągnie mnie do Cesca. Rano ubrałam się i poszłam do pracy. Dzisiejszy dzień zapowiadał się spokojnie ,gdyż miałam go spedzić tylko w swoim gabinecie.Wypełniając kolejny stos papierów leżących na biurko usłyszałam cichutki płacz zza drzwi. Postanowiłam wyjść z gabinetu i sprawdzić kto to był. Naprzeciw gabinetu ujrzałam małą dziewczynkę ,której oczka pełne były łez. Usiadłam obok niej i zobaczyłam,że z jej nóżki leci stróżka krwi.
- Hej. Jestem Meredith, a ty myszko? Pewnie boli Cię kolanko,może pójdziesz ze mną i zrobimy Ci opatrunek ?Zdaje mi się,że w szafce mam nawet schowane jakieś plasterki z Hello Kitty. -twarz dziewczynki błyskawicznie się rozpromieniła
-Ja jestem Lea. Pójdziemy po te plasterki ?-zapytała dziewczynka
Poszlysmy do gabinetu,przemyłam drobną ranę, a następnie nakleiłam na nią plaster
-Myszko dlaczego jesteś tutaj sama? Zgubiłas się? -spojrzałam ku niej
- Przyszłam z wujkiem na trening i potem bawiliśmy sie w chowanego. Wujek powiedział ,że bedzie szukał. Schowałam się,ale on cały czas mnie nie znalazł. -zmartwiła się dziewczynka
-Zaraz poszukamy wujka,tylko musisz powiedzieć mi jak on się nazywa . -uśmiechnęłam się delikatnie .
-Wujek Cesc- odpowiedziała Lea i złapała mnie za rękę
Mogłam domyślić się,że będzie to właśnie on. Nie sądziłam,że komukolwiek przyjdzie do głowy zabawa w chowanego na Camp Nou,a jednak. Razem z Lea poszłyśmy na boisku .
-Zobaczcie kogo wam przyprowadziłam. Zajmiecie się chwilkę naszą księżniczką,a Ty Fabregas mógłbyś na chwilę do mnie podejść.
Po chwili Cesc był tuż obok mnie ,a Lea bawiła się w najlepsze z resztą piłkarzy,którzy wyraźnie byli oczarowani małą dziewczynką.
-Czy zdajesz sobie sprawę z tego,że zgubiłeś dziecko ? Wiesz co stałoby się,gdyby nikt jej nie znalazł?! Bawić sie z małym dzieckiem na Camp Nou to na prawdę świetny pomysł. Chyba nie mogłeś wymyślić niczego lepszego. -powiedziałam rozwścieczona
-Raz zdarzyło mi się ją zgubić. Przecież nic takiego się nie stało. Znalazłaś ją . -uśmiechnął się Fabregas
-Może i lepiej,że jednak nie zostałeś wtedy ojcem . -wypaliłam
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego jakie zdanie wypowiedziałam przed chwilą. Cesc patrzył na mnie niedowierzając . Jak najszybciej opuściłam stadion i wróciłam do domu . Późnym wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam pewna,że to Fabregas. Nagle moim oczom ukazała sie Zoey. Dziewczyna,z ktorą zdradził mnie Cesc.
-Meredith posłuchaj mnie tylko przez chwilę ,proszę. Twój chłopak był wtedy pijany,odprowadziłam go do domu bo gdyby został dłużej w klubie nie wiem co mogłoby sie stać. Próbowałam położyć go na łóżko,ale przewrociłam się na nie razem z Cesciem. Wiem,że brzmi to żałośnie,ale tak było . Miedzy nami do niczego nie doszło. On pewnie myśli, że Cię zdradził ,ale to nie prawda. Fabregas po prostu był tak pijany,że nie pamięta nic z tamtego wieczoru. On nawet nie mógłby cię zdradzić. Ciągle opowiadał o Tobie ,jak bardzo zmieniłaś jego życie i jak bardzo jesteś dla niego ważna. Przepraszam ,że mówię Ci o tym dopiero teraz ,ale wcześniej nie miałam twojego adresu.Szukałam Cię w Barcelonie,ale ktoś powiedział,że przeprowadziłaś się do Londynu. Powinnam juz iść.Trzymaj się.-odparła Zoey
Nie dowierzałam słowom wypowiedzianym przez Zoey. Najdziwniejsze było to,że po prostu jej uwierzyłam. Cesc mówił,że nie mógłby mnie zdradzić,ale nie uwierzyłam mu. Wiem,że gdybym mu uwierzyła wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Teraz być może bylibyśmy szczęśliwą rodziną ? Muszę pogodzić się z tym,że pomimo tego,iż chcę wymazać Cesca z mojego życia ,on nigdy nie zniknie. Fabregas okazał się moim słabym punktem.Doszłam do wniosku,że Cesc jest osobą,która już na zawsze będzie dla mnie kimś istotnym.Nie wiem czy powinnam starać się o nim zapomnieć czy dać drugą szansę. Wiem,że czeka nas poważna rozmowa ,na którą nie jestem gotowa.Nie potrafię powiedzieć jak to wszystko się ułoży. Chciałabym wierzyć w to,że wszystko będzie dobrze,ale od jakiegoś czasu przestałam wierzyć w szczęśliwe zakończenia.
Każdy z nas ma jakieś słabości.Codziennie musimy się z nimi mierzyć,ale czy nie o to właśnie w tym wszystkim chodzi? Każdy dzień jest walką,walką o samego siebie.Nie zawsze nasza wojna może okazać się wygrana.Codziennie ulegamy i poddajemy się.Czy zastanawiałeś się kiedyś nad swoimi słabościami? Potrafisz je wymienić? A przede wszystkim czy starasz się z nimi walczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam,ponieważ ten rozdział jest zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich dotychczasowych. Strasznie trudno było mi go napisać,sama nie wiem dlaczego. Postanowiłam,że napiszę jeszcze 2 rozdziały oraz epilog. Po raz kolejny dziękuję za wszystkie komentarze. Co prawda spóźnione,ale jak najbardziej szczere życzenia urodzinowe dla Shakiry i Gerarda.;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)